Dlaczego rodzice tak często myślą o korepetycjach?
Presja szkolna i lęk przed „byciem w tyle”
Rosnące wymagania w szkole, dużo sprawdzianów, szybkie tempo przerabiania materiału – to codzienność większości uczniów. Rodzic, widząc pierwsze słabsze oceny lub komentarze w dzienniku elektronicznym, często automatycznie myśli: „trzeba znaleźć korepetytora”. To zrozumiała reakcja, bo nikt nie chce, aby dziecko „zostało w tyle”.
Do tego dochodzi porównywanie z innymi: co chwila słychać, że koledzy z klasy już chodzą na angielski, matematykę,
przygotowanie do egzaminu. Łatwo wtedy uwierzyć, że bez korepetycji dziecko nie ma szans. Taka społeczna presja
potrafi sprawić, że korepetycje wydają się konieczne nawet wtedy, gdy obiektywnie nie są jeszcze potrzebne.
Z tyłu głowy wielu rodziców siedzi też własna szkolna historia: trudny nauczyciel, stres przed matematyką, poczucie
bycia „słabszym” z jakiegoś przedmiotu. Korepetycje jawią się jako bezpieczna poduszka – gwarancja, że dziecko nie powtórzy
tych samych doświadczeń. Jeśli jednak decyzja oparta jest wyłącznie na lęku, a nie na realnych potrzebach dziecka,
łatwo przesadzić z dodatkowymi zajęciami.
Ambicje rodziców a realne możliwości dziecka
Korepetycje bywają też narzędziem realizowania ambicji dorosłych. Rodzic widzi w dziecku potencjał, czasem też swoje
niespełnione marzenia: lepsza szkoła, wyższe studia, atrakcyjna praca. Wtedy dodatkowe lekcje mają nie tylko nadrabiać
braki, ale przede wszystkim „pchać” dziecko wyżej i szybciej.
Ambicja sama w sobie nie jest problemem, jeśli idzie w parze z realną oceną możliwości, zdrowiem psychicznym dziecka
i jego zainteresowaniami. Problem zaczyna się wtedy, gdy:
- dziecko ma wyraźne trudności z koncentracją, a dostaje kilka godzin korepetycji tygodniowo,
- rodzic oczekuje samych piątek i szóstek, choć dziecko ma przeciętne, ale zupełnie wystarczające możliwości,
- motywacja jest głównie zewnętrzna – „bo wypada”, „bo inni tak robią”, „bo nie pozwolę, żeby moje dziecko było gorsze”.
W takiej sytuacji korepetycje bardzo szybko przestają być wsparciem edukacyjnym, a stają się kolejnym źródłem
presji i napięcia. Zwłaszcza, jeśli każda słabsza ocena wywołuje rozmowy typu: „Przecież chodzisz na korepetycje, jak mogłeś dostać trójkę?”.
Obawy przed systemem edukacji i „lot na autopilocie”
Rodzice często mają niewielkie zaufanie do systemu szkolnego: zmiany w podstawie programowej, duże klasy, przemęczeni
nauczyciele. Korepetycje jawią się wtedy jako prywatny system bezpieczeństwa – ktoś „ogarnięty” dopilnuje,
by dziecko znało to, co trzeba, a nawet więcej. Jest to po części racjonalne podejście, ale łatwo tu wpaść w tryb:
„nie wierzę szkole, wszystko załatwiam prywatnie”.
Inny mechanizm to rodzicielski „autopilot”: praca, obowiązki, zmęczenie. Brakuje sił, by usiąść do zadań domowych, tłumaczyć
zadania z matematyki czy gramatykę. Korepetycje stają się wtedy sposobem na „outsourcing” edukacji. Czasem rzeczywiście jest
to rozsądne, jednak całkowite przeniesienie odpowiedzialności na korepetytora może odebrać rodzicowi wpływ na to, jak
dziecko się uczy i co przeżywa w związku ze szkołą.

Kiedy korepetycje są realnym wsparciem dla dziecka?
Wyraźne braki w podstawach z kluczowych przedmiotów
Silnym argumentem za korepetycjami są konkretne braki w podstawach, które utrudniają dalszą naukę.
Przykładowo: dziecko w 6. klasie ma problem z tabliczką mnożenia, ułamkami czy działaniami pisemnymi. Nauczyciel idzie dalej
z programem, materiał się „nabudowuje”, frustracja rośnie, a uczeń zaczyna czuć się głupi, choć problem leży w nieprzerobionych fundamentach.
Indywidualna praca z korepetytorem pozwala zatrzymać się, cofnąć i uzupełnić te luki we własnym tempie. Dobrze prowadzone zajęcia:
- diagnozują dokładnie, czego dziecko nie rozumie, zamiast „przerabiać wszystko po kolei”,
- opierają się na dużej liczbie prostych, dobrze dobranych ćwiczeń,
- budują poczucie: „aha, jednak potrafię!” – to często kluczowa zmiana mentalna.
Szczególnie istotne jest to w matematyce, językach obcych i naukach przyrodniczych, gdzie spiralność materiału jest duża –
każdy kolejny etap opiera się na wcześniejszym. Bez nadrobienia podstaw dziecko będzie się męczyć, nawet jeśli poświęci
więcej czasu na naukę samodzielnie.
Przygotowanie do egzaminów i rekrutacji
Egzamin ósmoklasisty, matura, sprawdziany kompetencji do klas dwujęzycznych czy szkół społecznych – to momenty, kiedy
celowane korepetycje potrafią znacząco podnieść wynik. Szczególnie, jeśli szkoła:
- nie zapewnia wystarczającej liczby próbnych egzaminów,
- nie uczy strategii egzaminacyjnych (np. jak zarządzać czasem, jak przydzielać punkty własnej pracy),
- ma bardzo zróżnicowany poziom uczniów, przez co trudno dostosować tempo do każdego.
Dobry korepetytor nie tylko przerobi z uczniem arkusze, ale też:
- pokaże typowe pułapki w zadaniach,
- nauczy, jak minimalizować straty punktowe,
- pomoże opracować plan przygotowań rozłożony na miesiące, zamiast zostawiać wszystko na ostatnią chwilę.
Praktycznym miernikiem przydatności takich zajęć jest to, czy dziecko widzi postęp w kolejnych próbach
(arkusze, kartkówki, zadania). Jeśli wynik rośnie, a stres egzaminacyjny maleje lub staje się bardziej „kontrolowany”,
korepetycje pełnią rolę realnego wsparcia.
Kiedy dziecko ma specyficzne trudności w uczeniu się
Dzieci z dysleksją, dyskalkulią, ADHD czy innymi trudnościami rozwojowymi często potrzebują
bardziej zindywidualizowanego podejścia niż to, które może zaoferować szkoła. Korepetycje prowadzone
przez osobę znającą specyfikę danych zaburzeń potrafią odmienić szkolną rzeczywistość dziecka.
W takiej sytuacji same „dodatkowe ćwiczenia” nie wystarczą. Potrzebne są:
- dostosowane metody: krótsze segmenty pracy, przerwy, multisensoryczne techniki nauczania,
- strategia radzenia sobie z zadaniami, a nie tylko „przerabianie materiału”,
- kontakt korepetytora z rodzicem (i czasem ze szkołą), żeby działania były spójne.
Dobrym znakiem jest to, że korepetytor pyta o diagnozy, opinie z poradni, zalecenia do pracy z dzieckiem,
a nie próbuje wszystkiego „robić po swojemu”, ignorując wcześniejsze ustalenia specjalistów.
Sygnały, że korepetycje przestają pomagać, a zaczynają szkodzić
Zmęczenie, rozdrażnienie i brak czasu na odpoczynek
Jeśli dziecko większość dni tygodnia spędza w szkole, a popołudnia wypełniają zajęcia dodatkowe i korepetycje,
pojawia się pytanie: kiedy ono ma odpocząć? Chroniczne przemęczenie może być mniej widoczne niż słabe oceny,
ale w dłuższej perspektywie jest znacznie groźniejsze.
Niepokojące sygnały to między innymi:
- dziecko często mówi, że „nie ma siły”, „mu się nie chce”,
- po szkole jest marudne lub wyraźnie podenerwowane, a przed korepetycjami wybucha płaczem lub złością,
- wieczorem trudno mu zasnąć, mimo zmęczenia,
- zanika chęć do dotychczasowych zainteresowań, spotkań z rówieśnikami.
Nawet najlepsze korepetycje nie pomogą, jeśli organizm i psychika dziecka jadą na rezerwie. Nauka to proces, który wymaga
regeneracji. Bez niej mózg po prostu nie przetwarza efektywnie informacji, a dodatkowe godziny spędzone
nad książkami przynoszą coraz mniejszy efekt.
Uczenie się bez sensu: „chodzę, ale i tak nic z tego nie rozumiem”
Kolejnym sygnałem ostrzegawczym jest sytuacja, w której dziecko mimo korepetycji:
- nadal nie rozumie materiału,
- przestaje wierzyć, że „da się to ogarnąć”,
- traktuje korepetycje jak „kolejny obowiązek do odhaczenia”.
Jeśli po kilku tygodniach regularnych zajęć:
- nie ma żadnego zauważalnego postępu (nawet minimalnego),
- a dziecko nie potrafi powiedzieć, co konkretnie zrozumiało dzięki korepetycjom,
- zaczyna unikać tematu danego przedmiotu,
warto zatrzymać się i zadać kilka pytań: czy korepetytor dobiera metody do potrzeb dziecka? czy zakres materiału nie jest
zbyt szeroki? czy na pewno celem jest zrozumienie, a nie „odhaczenie zadań”?
Zdarza się też, że dziecko idzie na korepetycje nie dlatego, że ma braki, ale dlatego, że „tak trzeba”. Wtedy bardzo szybko
pojawia się postawa bierna: minimum zaangażowania, praca tylko na zajęciach, zero samodzielności. To prosty przepis na
zależność od korepetytora.
Utrata wiary w siebie i rosnąca zależność od korepetytora
Paradoksalnie, nadmiar korepetycji może obniżać pewność siebie. Dziecko zaczyna czuć, że bez pomocy dorosłego
nie potrafi zrobić nic samodzielnie. Zamiast wspierania samodzielności pojawia się przekonanie:
„jak nie pójdę do korepetytora, to sobie nie poradzę”.
Tę zależność widać, gdy:
- przed każdą klasówką dziecko czuje, że „musi iść na korki”, bo inaczej jest katastrofa,
- przy najprostszych zadaniach prosi o pomoc, nie próbując nawet samemu,
- rodzic staje się pośrednikiem między dzieckiem a korepetytorem („zapytaj panią na korkach, ja nie wiem”).
Dobrze prowadzone korepetycje powinny działać odwrotnie: krok po kroku budować poczucie sprawczości.
Jeśli tego nie ma, a dziecko coraz bardziej zamyka się w przekonaniu, że „jest słabe”, korepetycje przestają być wsparciem,
a stają się problemem samym w sobie.

Jak ocenić, czy korepetycje mają sens w waszej sytuacji?
Obserwacja postępów – nie tylko ocen w dzienniku
Wielu rodziców patrzy na sens korepetycji wyłącznie przez pryzmat ocen. Tymczasem ocena to tylko jeden z wskaźników,
i to nie zawsze najbardziej miarodajny. Liczy się przede wszystkim:
- czy dziecko rozumie coraz więcej, nawet jeśli ocena jeszcze nie skoczyła o cały stopień,
- czy potrafi wyjaśnić własnymi słowami to, czego się nauczyło,
- czy popełnia mniej typowych, powtarzalnych błędów (np. w zadaniach z danego działu),
- czy spada poziom stresu przed sprawdzianami.
Dobrym sposobem jest umówienie się z korepetytorem i dzieckiem na konkretne cele na 1–2 miesiące.
Niech to będą cele opisowe, np.:
- „będę potrafił samodzielnie rozwiązać zadania z procentów na poziomie zadań domowych”,
- „napiszę rozprawkę z poprawnością ortograficzną i logicznym planem”.
Po tym czasie można spokojnie usiąść i zobaczyć, czy cele zostały choć w części zrealizowane. Jeśli nie, trzeba zastanowić się,
czy problem leży w formie zajęć, częstotliwości, czy może w ogóle w braku gotowości dziecka do takiej pracy.
Rozmowa z dzieckiem bez presji i oceniania
Dziecko rzadko samo z siebie powie: „Mamo, te korepetycje mi nie pomagają, czuję się po nich gorzej”.
Szczególnie, jeśli samo czuje się odpowiedzialne za to, że rodzice wydają pieniądze i poświęcają czas. Dlatego przydatne są
spokojne, nienapastliwe rozmowy, np. przy wspólnym posiłku lub spacerze.
Zamiast pytać: „Czy ci się tam podoba?” albo „No jak, jesteś zadowolony?”, lepiej zadać kilka bardziej konkretnych pytań:
- „Co nowego zrozumiałeś ostatnio na korepetycjach?”
- „Z czym wychodzisz z korepetycji? Co po tych zajęciach robisz łatwiej?”
- „Kiedy na lekcji w szkole jest zadanie z tego tematu, to jest ci trudniej, tak samo czy trochę łatwiej niż wcześniej?”
- „Co byś zmienił w tym, jak wyglądają zajęcia, żeby były dla ciebie bardziej pomocne?”
- „Czy po korepetycjach jesteś bardziej spokojny o sprawdzian, czy raczej bardziej zestresowany?”
- potrafi jasno powiedzieć, nad czym teraz pracuje z dzieckiem i po co,
- dostosowuje tempo i poziom zadań (ani wieczny „ogarnij się”, ani ciągłe powtarzanie tego samego),
- regularnie informuje o postępach, ale też o trudnościach – bez lukrowania i bez straszenia,
- szanuje granice dziecka (nie krzyczy, nie wyśmiewa, nie porównuje z innymi uczniami).
- stopniowe domykanie zaległości (np. dział po dziale),
- zatrzymanie spadku ocen i uspokojenie sytuacji,
- naukę sposobu pracy i organizacji zadań domowych.
- co dokładnie ma się poprawić (konkretny dział, umiejętność, egzamin),
- w jakim czasie realnie da się to osiągnąć,
- jaką część pracy bierze na siebie korepetytor, a jaką dziecko między zajęciami.
- 1–2 kluczowe obszary, które teraz najbardziej ciągną dziecko w dół,
- krótszy, intensywniejszy okres pracy (np. 3 miesiące), po którym robicie bilans i decydujecie co dalej,
- jedną osobę od danego przedmiotu, zamiast zmieniać korepetytorów co kilka tygodni.
- prosi dziecko, by najpierw samo spróbowało, nawet jeśli się pomyli,
- wspólnie z dzieckiem analizuje błędy, zamiast po cichu je poprawiać,
- daje krótkie zadania do wykonania samodzielnie między zajęciami, sensownie „dozując” ich ilość.
- ustalić, które obszary są najważniejsze do nadrobienia,
- dowiedzieć się, jak nauczyciel sprawdza wiedzę i na co zwraca uwagę,
- unikać uczenia metod, które wchodzą w konflikt z tym, co dzieje się na lekcji.
- panika przed każdym sprawdzianem, mimo solidnego przygotowania,
- częste bóle brzucha, głowy, płacz przed wyjściem do szkoły,
- powtarzające się zdania: „i tak będzie źle”, „pani się na mnie uwzięła”, „cokolwiek zrobię, to bez sensu”.
- zmiana korepetytora na osobę o innym stylu pracy,
- zmniejszenie częstotliwości zajęć i mocne postawienie na samodzielną naukę przy wsparciu rodzica,
- zrobienie przerwy na miesiąc lub dwa i powrót do tematu po spokojnej rozmowie.
- napięta sytuacja między rodzicami,
- przeprowadzka, rozwód, choroba kogoś bliskiego,
- poczucie odrzucenia, porównywanie z rodzeństwem („Zobacz, twój brat nie potrzebuje korków”).
- pokazanie prostych metod (fiszki, mapy myśli, robienie własnych skrótów),
- nauka planowania tygodnia: kiedy odrabiam lekcje, kiedy powtarzam materiał, kiedy mam wolne,
- dzielenie dużych zadań na małe kroki („dziś tylko definicje”, „jutro przykłady”).
- wspólne przygotowania do sprawdzianu z kolegą/koleżanką,
- tzw. tutoring rówieśniczy – uczeń mocniejszy w danym przedmiocie pomaga temu, który ma trudności,
- małe grupki (2–3 osoby), które spotykają się, by rozwiązywać zadania i nawzajem się odpytywać.
- zajęcia wyrównawcze i koła przedmiotowe prowadzone przez nauczycieli,
- konsultacje po lekcjach – choćby raz w miesiącu, ale regularne,
- warsztaty i grupy wsparcia w poradniach psychologiczno-pedagogicznych,
- platformy edukacyjne z darmowymi kursami i filmami tłumaczącymi materiał.
- co jest teraz dla ciebie najtrudniejsze,
- czego oczekujesz od korepetytora (więcej tłumaczenia, więcej ćwiczeń, spokojne tempo),
- jak długo próbujemy – miesiąc, dwa, semestr – zanim ocenimy efekty.
- czego się boisz na lekcjach z tego przedmiotu,
- co chciałbyś umieć za kilka miesięcy,
- jak dorosły (rodzic, korepetytor, nauczyciel) może ci w tym pomóc.
- „Dobre dzieci nie potrzebują korepetycji” – bywa dokładnie odwrotnie. Ambitny, wrażliwy uczeń
czasem potrzebuje wsparcia właśnie po to, by nie spalić się pod ciężarem oczekiwań. - „Jak już zaczniemy, to musimy ciągnąć do końca roku” – decyzję można zmienić w dowolnym momencie.
Przerwa po kilku miesiącach to nie porażka, lecz reakcja na realną sytuację. - „Im więcej godzin, tym lepiej” – gdy dziecko jest przemęczone, kolejna godzina nauki przynosi znikome efekty.
Czasem lepiej skrócić pracę i dołożyć sen oraz ruch. - zainteresowanie przebiegiem zajęć – krótkie pytania: „Co dzisiaj robiłeś?”, „Z czego jesteś zadowolony?”,
zamiast samego „Jaką dostałeś ocenę?”. - obserwacja samopoczucia – czy dziecko po zajęciach jest raczej spokojniejsze i pewniejsze siebie, czy tylko
bardziej spięte i zniechęcone. - pilnowanie proporcji – czy w tygodniu wciąż zostaje miejsce na odpoczynek, pasje, spotkania z rówieśnikami.
- dziecko mniej boi się podejść do zadania, choć nadal popełnia błędy,
- samo z siebie mówi: „To już rozumiem”, „To jest łatwiejsze niż myślałem”,
- na lekcjach chętniej odpowiada, nawet jeśli nie jest w 100% pewne poprawności,
- narasta regularność – odrabianie zadań i powtórki nie kończą się wieczną walką.
- styl rozmowy z dzieckiem – czy korepetytor mówi do dziecka, czy głównie do rodzica, jakby uczeń nie istniał,
- reakcja na błędy – czy traktuje je jak naturalną część nauki, czy jak dowód „braku przykładania się”,
- elastyczność – czy potrafi zmienić sposób tłumaczenia, gdy pierwszy nie „zaskoczy”,
- konkretny plan – czy umie powiedzieć, nad czym skupi się w pierwszym miesiącu i jak będzie mierzyć postęp.
- diagnoza w poradni psychologiczno-pedagogicznej i konkretne zalecenia,
- nauczyciel lub korepetytor znający podstawy pracy z daną trudnością (inne tempo, krótsze zadania, więcej bodźców wizualnych),
- współpraca z rodzicem przy organizacji dnia, przypominajkach, przerwach na ruch.
- dziecko boi się odwołać choćby jedne zajęcia, nawet gdy jest chore lub skrajnie zmęczone,
- każda gorsza ocena automatycznie kończy się pomysłem „to trzeba dołożyć jeszcze jedne korki”,
- w rodzinnych rozmowach dominują tematy ocen, egzaminów i „opłacalnych” kierunków studiów.
- rozmowa z dzieckiem – co dzięki tym zajęciom już umie, czego nauczyło się nie tylko z materiału, ale też z samego
procesu (planowanie, pytanie o pomoc), - wspólny plan „co dalej” – jak będzie wyglądała nauka bez korepetycji: konkretne dni powtórek, sposób
przygotowań do sprawdzianów, umówione sygnały, że „samodzielnie nie wyrabiam”, - ustalenie punktu kontrolnego – np. „wracamy do tematu po pierwszej serii sprawdzianów” lub „zobaczymy, jak pójdą
dwa kolejne miesiące” – bez straszenia i dramatyzowania. - Korepetycje często wynikają z presji szkolnej i społecznego porównywania, przez co bywają wprowadzane „na zapas”, zanim dziecko realnie ich potrzebuje.
- Decyzja o dodatkowych zajęciach nie powinna opierać się wyłącznie na lęku rodzica czy jego własnych szkolnych doświadczeniach, bo grozi to przeciążeniem dziecka.
- Ambicje rodziców są pomocne tylko wtedy, gdy uwzględniają możliwości, tempo pracy i zdrowie psychiczne dziecka; inaczej korepetycje stają się źródłem presji, a nie wsparcia.
- Używanie korepetycji jako „prywatnego systemu bezpieczeństwa” lub sposobu na „outsourcing” edukacji może osłabić zaangażowanie rodzica w proces uczenia się dziecka.
- Korepetycje są szczególnie uzasadnione, gdy dziecko ma wyraźne braki w podstawach z kluczowych przedmiotów (np. matematyka, języki), które utrudniają dalszą naukę.
- W okresie przygotowań do egzaminów korepetycje mogą realnie zwiększyć wyniki, jeśli obejmują nie tylko materiał, ale też strategie egzaminacyjne i pracę z lękiem.
- Dzieci ze specyficznymi trudnościami w uczeniu się często potrzebują indywidualnego podejścia, którego szkoła nie zawsze zapewnia – w takich przypadkach korepetycje mogą być ważnym wsparciem.
Pytania, które pomagają zobaczyć sens zajęć
Rozmowę dobrze oprzeć na kilku prostych, ale celnych pytaniach. Zamiast dopytywać o ogólne „podoba/nie podoba”, lepiej skupić się
na tym, co dzieje się na zajęciach i po nich. Pomóc mogą na przykład takie sformułowania:
Jeśli dziecko odpowiada: „Nie wiem”, „Niczego nowego się nie uczę”, „Pani robi za mnie”, to sygnał, że trzeba się przyjrzeć
formie zajęć. Z kolei odpowiedzi typu: „Wreszcie ogarnąłem równania” albo „Na historii mniej się boję zgłoszenia do odpowiedzi”
pokazują, że mimo zmęczenia coś realnie przybywa.
U starszych uczniów można wprost porozmawiać o kosztach i zyskach: „W tygodniu masz trzy korepetycje.
Z czego jesteś najbardziej zadowolony, a z czego najmniej? Gdybyś miał z czegoś zrezygnować, co by to było i dlaczego?”.
Taka rozmowa uczy także dziecko refleksji nad własnym czasem i potrzebami.
Krótka „kontrola jakości” korepetycji
Rodzic nie musi znać się na całym materiale, żeby ocenić, czy korepetycje są sensownie prowadzone. Da się to wychwycić po kilku
konkretnych kryteriach. Zadaj sobie pytanie, czy korepetytor:
Wielu rodziców reaguje dopiero na bardzo słabe oceny. Tymczasem pierwszym sygnałem bywa to, co dziecko mówi o samych zajęciach:
czy czuje się tam głupie, zestresowane, oceniane, czy raczej ma wrażenie, że ktoś mu „rozplątuje supeł” w głowie.
Realistyczne oczekiwania wobec efektów
Czasem korepetycje „nie działają” tylko dlatego, że oczekiwania są nierealne. Jeśli dziecko ma poważne braki z kilku lat,
nie przeskoczy z jedynek na piątki w miesiąc. W takim wypadku uczciwiej ustawić cel jako:
Zdarza się też odwrotna sytuacja: rodzic oczekuje, że korepetytor „zmotywuje” dziecko, które kompletnie nie chce się uczyć
i jest w otwartym konflikcie ze szkołą. Wtedy pierwszym krokiem wcale nie muszą być dodatkowe lekcje, tylko objęcie dziecka
wsparciem psychologicznym i uporządkowanie relacji wokół nauki.
Jak mądrze korzystać z korepetycji, żeby były wsparciem
Ustalony cel i jasny plan działania
Korepetycje działają najlepiej, gdy nie są „na wszelki wypadek”, tylko mają konkretny cel. Wspólnie z dzieckiem i korepetytorem
dobrze jest ustalić:
Dobrą praktyką jest spisanie krótkiego „kontraktu” – choćby w formie kilku punktów na kartce lub w mailu.
Nie chodzi o dokument z paragrafami, tylko o upewnienie się, że wszyscy rozumieją oczekiwania tak samo.
Ograniczona liczba zajęć zamiast „łatania” wszystkiego naraz
Kusi, by zapisać dziecko na korepetycje z kilku przedmiotów i „odbić się” we wszystkim. W praktyce często kończy się to
przeciążeniem oraz brakiem porządnej pracy na żadnym froncie. Bezpieczniej wybrać:
Dla części uczniów skuteczniejsze są zajęcia raz w tygodniu, ale z domówką i krótkimi powtórkami na co dzień, niż trzy spotkania
tygodniowo, po których nie ma już siły na samodzielną naukę.
Wsparcie samodzielności, a nie wyręczanie
Rolą korepetytora nie jest odrabianie zadań domowych za ucznia ani „podawanie” gotowych rozwiązań na tacy.
Jeśli dziecko wraca z każdym zadaniem „załatwionym na korepetycjach” i na lekcji w szkole nie umie powtórzyć tego samodzielnie,
to znak, że sposób pracy wymaga zmiany.
Pomaga, gdy korepetytor:
Z punktu widzenia rodzica ważne jest, by nie przejmować roli „drugi korepetytor w domu”. Dom ma być raczej miejscem,
gdzie można wytchnąć, zapytać o to, czego dziecko nie rozumie, ale nie kolejną salą lekcyjną.
Współpraca z nauczycielem szkolnym
Nie zawsze jest to łatwe, ale tam, gdzie to możliwe, dobra współpraca między korepetytorem a nauczycielem ze szkoły
daje najlepsze efekty. Czasem wystarczy krótki mail lub rozmowa na wywiadówce, żeby:
Jeśli kontakt jest niemożliwy lub bardzo utrudniony, rodzic może chociaż przekazywać korepetytorowi przykładowe kartkówki,
sprawdziany czy notatki z zeszytu. To pomaga dopasować materiał do realnych wymagań, a nie do abstrakcyjnego „programu nauczania”.

Kiedy lepiej odpuścić korepetycje (przynajmniej na jakiś czas)
Gdy problemy są głównie emocjonalne, a nie merytoryczne
Zdarza się, że dziecko matematycznie czy językowo „daje radę”, ale blokuje je lęk, perfekcjonizm albo konflikt z nauczycielem.
Wtedy dokładanie kolejnych godzin pracy nad zadaniami przynosi więcej napięcia niż pożytku. Sygnały takiej sytuacji to między innymi:
W takich okolicznościach większym wsparciem bywa kontakt z psychologiem dziecięcym, praca nad lękiem, budowanie poczucia własnej
wartości i odporności na porażki. Dopiero na tym fundamencie korepetycje mogą stać się rzeczywistą pomocą, a nie kolejnym źródłem stresu.
Gdy dziecko otwarcie mówi „nie chcę” – i ma ku temu powody
Sprzeciw dziecka nie zawsze oznacza zwykłe lenistwo. Jeśli nastolatek jasno komunikuje, że zajęcia go przytłaczają,
a przy tym umie konkretnie nazwać, co mu nie odpowiada („za szybko”, „nic nie tłumaczy, tylko dyktuje”,
„czuję się głupio, jak zadaję pytania”), warto tego wysłuchać.
Możliwe scenariusze to na przykład:
Upieranie się przy korepetycjach „bo dużo kosztują, więc masz chodzić” zwykle psuje relację i nie poprawia wyników.
Lepiej wspólnie zastanowić się, jak inaczej zadbać o naukę – czasem wystarczy uporządkowanie priorytetów i planu pracy w domu.
Gdy korepetycje zasłaniają inne trudności w rodzinie
Zdarza się, że „problem z nauką” jest tak naprawdę jedynym głośno nazwanym kłopotem w domu. Za nim mogą stać:
W takich okolicznościach dziecko często nie ma przestrzeni psychicznej na dodatkową naukę. Korepetycje stają się łatką,
którą próbuje się przykleić na coś, co wymaga spokojnej rozmowy w rodzinie i czasem pomocy specjalisty.
Kiedy dorosłym uda się zadbać o te głębsze warstwy, nierzadko okazuje się, że dziecko zaczyna radzić sobie z nauką znacznie lepiej,
nawet bez dodatkowych zajęć.
Inne formy wsparcia, zanim sięgniesz po korepetycje
Nauka organizacji i technik uczenia się
Nie każdy szkolny problem rozwiązuje się przez „więcej tego samego”. Często dzieci po prostu nie wiedzą, jak się uczyć.
Czytają po kilka razy ten sam tekst, przepisują notatki, ale niewiele z tego zostaje. Wtedy ogromny efekt daje:
Zamiast od razu szukać korepetytora, można poświęcić kilka popołudni, by usiąść razem i przećwiczyć takie sposoby.
U starszych uczniów dobrym pomysłem są krótkie kursy lub warsztaty z technik uczenia się – często dostępne w poradniach
psychologiczno-pedagogicznych lub domach kultury.
Wsparcie rówieśnicze i nauka w parach
Dla części dzieci lepszym rozwiązaniem niż dorosły korepetytor bywa nauka z rówieśnikiem.
Mogą to być:
Taka forma bywa mniej onieśmielająca, bardziej motywująca i – co ważne – uczy współpracy zamiast budować przekonanie,
że „zawsze musi być dorosły, który coś wytłumaczy”.
Korzystanie z zasobów szkoły i darmowego wsparcia
Zanim włączysz płatne korepetycje, warto rozejrzeć się po tym, co jest dostępne w samej szkole lub w bezpłatnych instytucjach.
Możliwości bywa więcej, niż na pierwszy rzut oka widać:
Nie trzeba korzystać ze wszystkiego naraz. Czasem już jedna dodatkowa godzina z nauczycielem, który zna wymagania szkoły
i styl sprawdzania, przynosi więcej korzyści niż długie dojazdy do korepetytora na drugim końcu miasta.
Świadoma decyzja, a nie presja „wszyscy chodzą”
Rozmowa z dzieckiem o celu i granicach korepetycji
Decyzja o dodatkowych zajęciach najlepiej działa, gdy dziecko rozumie, po co je bierze i co ma z nich wynikać.
Zamiast ogólnego „musisz się poprawić”, przydaje się zwykła, spokojna rozmowa przy stole:
Dobrze też od razu nazwać granice. Korepetycje nie są dyżurną karą za każdą gorszą ocenę ani sposobem na wypełnianie
wszystkiego wolnego czasu. Dziecko potrzebuje jasnego komunikatu: „To jest pomoc, z której korzystasz, a nie wyrok bez końca”.
Przy młodszych uczniach rozmowę można uprościć do trzech prostych pytań:
Typowe mity o korepetycjach, które psują decyzje
Wokół dodatkowych zajęć narosło sporo przekonań, które potrafią mocno zamieszać w głowie rodzicom. Kilka z nich szczególnie często
pojawia się w rozmowach:
Rozbrajanie takich mitów na spokojnie pomaga podejmować decyzje bardziej w zgodzie z dzieckiem i możliwościami całej rodziny,
a nie pod dyktando tego, „jak robią inni”.
Rola rodzica po podjęciu decyzji: towarzysz, nie nadzorca
Kiedy korepetycje już ruszą, rodzic ma wpływ na to, czy staną się one ciężarem, czy sensownym narzędziem. Chodzi mniej
o sprawdzanie każdego zadania, a bardziej o trzy rzeczy:
Rodzic, który od czasu do czasu pyta korepetytora o wrażenia i postępy, a nie tylko o „czy opłaca się dalej płacić”,
wysyła sygnał, że liczy się nie tylko wynik, lecz także proces i samopoczucie dziecka.
Jak rozpoznać, że korepetycje zaczynają działać
Efekt nie zawsze objawia się w dzienniku już po dwóch tygodniach. Częściej na początku widać inne zmiany, subtelniejsze,
ale bardzo znaczące:
Oceny zazwyczaj zaczynają podążać za tym po kilku tygodniach lub miesiącach. Jeżeli jednak mimo takiej poprawy widać wyłącznie
frustrację nauczyciela („ciągle źle”), być może trzeba porozmawiać o innej formie sprawdzania wiedzy lub o zmianie sposobu oceniania.
Wybór korepetytora: na co patrzeć poza ceną i opiniami
Rodzice często pytają znajomych: „Masz kogoś dobrego z matmy/angielskiego?”. To dobry początek, ale potrzebne jest jeszcze
własne sito. Podczas pierwszego kontaktu lub lekcji próbnej przydaje się zwrócić uwagę na kilka sygnałów:
Dobry znak to także pytania korepetytora o szerszy kontekst: inne zajęcia dziecka, poziom stresu przed szkołą, relację z nauczycielem.
Jeśli ktoś redukuje całą sytuację do „za mało pracuje, musi robić więcej zadań”, istnieje spore ryzyko, że nie zauważy
istotnych sygnałów przeciążenia.
Korepetycje a dzieci z trudnościami w uczeniu się
Uczniowie z dysleksją, dyskalkulią, ADHD czy spektrum autyzmu często słyszą, że „muszą mieć korepetycje, bo inaczej sobie nie poradzą”.
Tymczasem zwykłe korki prowadzone „jak dla wszystkich” potrafią u nich przynieść więcej szkody niż pożytku.
W takiej sytuacji ważniejsze bywa połączenie trzech elementów:
U dziecka z ADHD „więcej godzin siedzenia przy biurku” rzadko bywa rozwiązaniem. Dużo lepiej sprawdzają się krótsze bloki pracy,
częste przerwy, zmiana form aktywności, a w razie potrzeby – konsultacja z lekarzem i terapeutą.
Kiedy korepetycje stają się częścią nadmiernej presji na sukces
Niektóre dzieci „chodzą na korki od zawsze” – od wczesnej podstawówki, przez gimnazjum (kiedyś), aż po liceum. Zajęcia dopełniają
grafik wypełniony dodatkowymi językami, sportem i muzyką. Na zewnątrz wygląda to imponująco, wewnątrz często kryje się jednak jedno:
przekonanie, że „nigdy nie jestem dość dobry bez kolejnego wsparcia”.
Sygnałem nadmiernej presji bywa na przykład sytuacja, w której:
Tu korepetycje przestają być narzędziem, a zaczynają pełnić rolę systemu kontroli. Zmiana bywa trudna, bo wiąże się z pytaniem
dorosłych o to, gdzie naprawdę leży granica między wspieraniem a „produkowaniem osiągnięć” na siłę.
Jak mądrze zakończyć lub zawiesić korepetycje
Bywa, że zajęcia spełniły swoją funkcję: dziecko nadrobiło zaległości, nauczyło się organizacji, złapało pewność siebie.
Zamiast „ciągnąć z przyzwyczajenia”, można potraktować ten moment jako okazję do wzmocnienia samodzielności.
Pomaga wtedy jasny, trzyetapowy scenariusz:
Dzięki temu dziecko doświadcza, że pomoc może być czasowa i zadaniowa, a nie bezterminowa. Uczy się też, że ma wpływ na decyzje
dotyczące własnej nauki, a nie jest jedynie „odprowadzane na zajęcia”.
Równowaga między troską a zaufaniem
Korepetycje są tylko jednym z narzędzi, z których rodzic może skorzystać. Sama decyzja „tak” lub „nie” nie rozstrzyga jeszcze,
czy będzie to wsparcie czy obciążenie. Kluczowy okazuje się sposób, w jaki dorośli towarzyszą dziecku: czy widzą w nim osobę w procesie,
z prawem do słabszych momentów i zmiany zdania, czy raczej projekt do zrealizowania.
Dziecko, które doświadcza zarówno troski (gdy ma trudniej, nie zostaje z tym samo), jak i zaufania (nie musi być ciągle poprawiane i
monitorowane), często radzi sobie z nauką lepiej niż rówieśnik otoczony baterią specjalistów, ale pozbawiony poczucia wpływu.
Korepetycje mogą w tym procesie odegrać ważną rolę – pod warunkiem, że nie zastąpią słuchania siebie nawzajem przy zwykłej, codziennej rozmowie.
Najczęściej zadawane pytania (FAQ)
Kiedy warto zapisać dziecko na korepetycje?
Warto rozważyć korepetycje, gdy widzisz u dziecka wyraźne braki w podstawach z kluczowych przedmiotów (np. tabliczka mnożenia, ułamki, podstawowa gramatyka), które uniemożliwiają zrozumienie bieżącego materiału. To sygnał, że szkoła „idzie do przodu”, a dziecko nie ma na czym budować dalszej wiedzy.
Dodatkowo korepetycje mogą być pomocne przed ważnymi egzaminami (egzamin ósmoklasisty, matura, rekrutacje do szkół), jeśli szkoła nie zapewnia wystarczającej liczby próbnych testów ani strategii egzaminacyjnych. Dobrze dobrane zajęcia powinny przekładać się na realny postęp – lepsze wyniki i mniejszy stres.
Po czym poznać, że dziecko naprawdę potrzebuje korepetycji, a nie tylko więcej ćwiczeń w domu?
O potrzebie korepetycji świadczy przede wszystkim stała trudność ze zrozumieniem materiału mimo prób tłumaczenia w domu oraz duże luki w podstawach, które ciągną się od dłuższego czasu. Jeśli dziecko regularnie wraca z informacją „nie rozumiem, o co chodzi na lekcji” albo kompletnie gubi się przy zadaniach na swoim poziomie klasy, indywidualne wsparcie może być konieczne.
Jeśli natomiast dziecko rozumie temat po spokojnym wyjaśnieniu w domu, a problemem jest głównie pośpiech w szkole czy brak systematyczności, często wystarczy lepsza organizacja nauki, wsparcie rodzica lub nauczyciela, bez dokładania kolejnych godzin korepetycji.
Czy każdemu dziecku potrzebne są korepetycje przed egzaminem ósmoklasisty lub maturą?
Nie. Korepetycje przed egzaminem mają sens głównie wtedy, gdy dziecko ma realne braki w materiale, duże trudności z samodzielną nauką albo potrzebuje kogoś, kto pokaże mu strategie egzaminacyjne i pomoże zaplanować naukę w czasie. W wielu przypadkach dobrze prowadzona nauka w szkole + samodzielna praca z arkuszami wystarczą.
Warto ocenić: czy wyniki z próbnych egzaminów rosną, gdy dziecko ćwiczy samo, czy raczej stoją w miejscu; czy stres jest paraliżujący, czy mobilizujący; czy dziecko potrafi uczyć się regularnie. Jeśli mimo wysiłku nie widać postępów, wtedy korepetycje mogą być realnym wsparciem.
Jak odróżnić zdrową motywację do korepetycji od nadmiernej presji na dziecko?
Zdrowa motywacja pojawia się, gdy korepetycje mają pomóc dziecku lepiej zrozumieć materiał, odzyskać wiarę w siebie i spokojniej funkcjonować w szkole. Dziecko może nie być zachwycone dodatkowymi zajęciami, ale widzi w nich sens i odczuwa realną poprawę – mniej lęku, więcej zrozumienia, stopniowy wzrost ocen.
O nadmiernej presji świadczą sytuacje, gdy celem korepetycji jest głównie spełnianie ambicji dorosłych („musisz mieć same piątki”, „nie możesz być gorszy od innych”), a każdy gorszy wynik wywołuje wyrzuty: „Przecież chodzisz na korepetycje, jak mogłaś dostać trójkę?”. Wtedy zajęcia stają się źródłem napięcia, a nie wsparcia.
Jakie są sygnały, że korepetycje bardziej szkodzą niż pomagają?
Niepokojącymi sygnałami są m.in. chroniczne zmęczenie dziecka, częste narzekanie na brak siły, płacz lub wybuchy złości przed zajęciami, problemy z zasypianiem oraz wycofanie z dotychczasowych zainteresowań i kontaktów z rówieśnikami. Mogą one świadczyć, że dziecko jest przeciążone nadmiarem obowiązków.
Drugim ostrzeżeniem jest brak efektów mimo długotrwałych korepetycji – dziecko nadal nie rozumie materiału, a oceny się nie poprawiają lub poprawiają się minimalnie kosztem ogromnego wysiłku. W takiej sytuacji warto zrewidować liczbę zajęć, sposób pracy korepetytora oraz sprawdzić, czy nie są potrzebne inne formy wsparcia (np. diagnoza trudności w uczeniu się).
Czy dziecko z dysleksją, dyskalkulią lub ADHD powinno mieć korepetycje?
Korepetycje mogą być bardzo pomocne dla dzieci z dysleksją, dyskalkulią, ADHD czy innymi trudnościami rozwojowymi, ale pod warunkiem, że prowadzi je osoba znająca specyfikę tych zaburzeń. Wtedy zajęcia są inaczej planowane – z krótszymi blokami pracy, przerwami, wykorzystaniem różnych zmysłów i naciskiem na strategie uczenia się, a nie tylko „przerabianie” kolejnych zadań.
Dobry korepetytor w takiej sytuacji pyta o opinie z poradni, zalecenia do pracy z dzieckiem i współpracuje z rodzicem, a czasem także ze szkołą. Jeśli natomiast korepetytor ignoruje diagnozy i pracuje „jak ze wszystkimi”, dziecko może się szybko zniechęcić i doświadczać kolejnych niepowodzeń.
Czy korepetycje mogą zastąpić zaangażowanie rodzica w naukę dziecka?
Korepetycje mogą odciążyć rodzica czasowo, zwłaszcza gdy nie ma on możliwości regularnego tłumaczenia zadań czy nie czuje się pewnie w danym przedmiocie. Nie powinny jednak całkowicie zastępować zainteresowania tym, jak dziecko radzi sobie w szkole, co je stresuje i czego potrzebuje.
Całkowity „outsourcing” edukacji na korepetytora niesie ryzyko utraty kontaktu z dzieckiem w ważnym obszarze jego życia. Nawet jeśli korzystacie z pomocy z zewnątrz, warto rozmawiać z dzieckiem o szkole, wspólnie planować tygodniowy rytm nauki i odpoczynku oraz obserwować, czy tempo i liczba zajęć są dla niego realnie do udźwignięcia.





